Po której stronie się opowiesz?

http://therashar.forumn.org/t40-festyn-250-lecia - Sesja dla wszystkich chętnych graczy z zaakceptowaną KP Smile Enjoy!

    Strzępki historii

    Share
    avatar
    Eileen
    Administrator

    Liczba postów : 89
    Join date : 15/03/2013

    Strzępki historii

    Pisanie by Eileen on Pią Mar 15, 2013 10:07 pm


    Dzień 4, 1025 rok

    ... Wydarzenia ostatnich miesięcy zupełnie odmieniły moje patrzenie na świat, na ludzi, na wszystko. Nie powiem, że się tego nie spodziewałem, bo oddech pustyni nawet na mokradłach był aż nazbyt odczuwalny. Drażnił przełyk, szczypał w oczy i wchodził w przeróżne zakamarki ciała. Było to nieznośne ale jakże i jednocześnie nieuniknione. Każdy czuł na swojej skórze zdradliwy gorąc Pustyni Baethas. Eg'zehor* dodatkowo zmobilizowali swoje siły, by dołączyć do armii Seheshan. Nie baliśmy się jednak. Wiedzieliśmy, że my, obrońcy prawdy i naszej wolnej wyspy, wolnego królestwa, zwyciężymy i zmiażdżymy wroga. Ludzie jednak drżeli...

    Dzień 9, 1025 rok

    ... Czy się boimy? Żołnierz nie może powiedzieć, że się boi. Żołnierz musi być silny, wytrwały. Musi bronić swojej ojczyzny. Ale czy na pewno? Ostatnie wiadomości, które dostałem do rąk własnych mówiły jasno, że za dwa dni wojska Seheshan dotrą na naszą wyspę. Czy możemy ufać swoim "informatorom"? Czy to nie jest lekkomyślne?

    Dzień 11, 1025 rok

    ... Vir'Lave padło dość szybko, albo moje pojmowanie rzeczywistości oraz czasu zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Ponad dwadzieścia tysięcy zbrojnych broniło miasta. Ludzie zostali ewakuowani na czas, spora część osób uciekła prosto do stolicy, inni jednak woleli nie ryzykować i udali się aż do Thesoth. Nikt nie wierzy w to, że wrogie wojska dotrą aż tam. Wszyscy po cichu liczą, że antagonista zatrzyma się na murach Voirrey. Mieszkańcy są święcie przekonani o ich niezniszczalność i wstawiennictwie Sharan**. Modlą się. Dawno nie widziałem tak zapełnionych świątyń. My też się modlimy, tak jak nas uczono od pokoleń. Każdy składa ręce, pada na kolana i dziękuje Sharan za każdy dzień na ojczyźnie. Bo ojczyzna to świętość, zamierzamy jej bronić do końca.

    Dzień 26, 1025 rok

    Płyniemy! Sam w to nie wierzę, ale taka jest rzeczywistość. Wiatr smaga nasze żagle, a my podążamy na Wyspę Seheshet. Król, ukochany nasz pan i władca miał plan. Tacy podrzędni żołnierze nie byli w niego wtajemniczeni, w obawie przez zdradzeniem naszych zamiarów. Wypłynęliśmy trzy dni temu z ujścia rzeki Ther'a, a ludzie z Thesoth żegnali nas jak nigdy. Starcy, młodzi, kobiety, dzieci - wszyscy mieli łzy w oczach, a w nich znajdowała się pewność, że damy Seheshanom nauczkę. Ile nas jest? Nie wiem, nie zliczę. Ale co najmniej trzy razy tyle, ile wszystkich najeźdźców. Przynajmniej tak słyszałem.

    Dzień 39, 1025 rok

    ... Ja... Nie mogę uwierzyć. Pierwszy raz opuściłem Voirrey, jak i samą ojczyznę. Wyspa Seheshet na pierwszy rzut oka zadziwia fauną, plaże są czyste, pokryte złotym piaskiem. Od Eg'zahe mamy jeszcze siedem dni pieszej wędrówki. Nie będzie to łatwa przeprawa, nikt jednak się nie spodziewał, że wszystko pójdzie po naszej myśli. Sam opór mieszkańców Eg'zahe był trudny do stłumienia. A tu jeszcze czeka nas wędrówka do stolicy. Wszyscy się boją, co tam zastaniemy. Od zawsze krążyły opowieści o potężnych murach Cadwyn, niezwyciężonych konnych zaprzęgach i krwawych obrońcach stolicy. Z drugiej strony to tylko opowieści, traktowane na równi z legendami czy bajkami, które opowiada się dzieciakom na Wyspie Voirrey. Ile w tym prawdy? Dowiemy się już za siedem długich i męczących dni. Mam tylko nadzieję, że generał nadal jest tak pełen zapału co i na początku. Ktoś musi podtrzymywać morale ludzi, którzy zaczynają powoli wierzyć w durne opowieści o Seheshanach. Jeden z żołnierzy święcie twierdzi, że Eg'zehor mają dwie głowy i poruszają się na latających stworzeniach, które potrafią zionąć ogniem! Nazwał je... smokami? Przecież takie stworzenia w ogóle nie istnieją! Może pomylił je z gryfami... Tylko gryfy nie zioną ogniem i zamieszkują góry na Wyspie Saeth.

    Dzień 46, 1025 rok

    Niektóre opowieści faktycznie mają w sobie ziarnko prawdy. Mury Cadwyn są ogromne. Dwa razy większe i grubsze od tych w Voirrey, a nigdy nie śmiałem wątpić w możliwości obronne naszej stolicy.
    Wszystko zaczęło się... (Widać, że autorowi pamiętnika przerwano dość nagle, ponieważ obok znajduje się tylko parę niewyraźnie zapisanych słów oraz rysunek przedstawiający miecz. Kolejne wpisy nie posiadają dat.)

    ... Tyle krwi. Nigdy nie widziałem niczego tak bardzo krwawego. Czy to się kiedyś skończy? Przecież to też są ludzie, tak? Jak można się cieszyć, kiedy zabiło się tylu z nich. Król rozkazał: "Stańcie w obronie ojczyzny, swojej wyspy, swojego domu. Nie oszczędzajcie nikogo, albowiem oni nikogo z naszych nie oszczędzili. Zabijcie każdego, kto stanie wam na drodze. Nie miejcie litości. Sharan wam wybaczy." Nie jestem pewien, czy bogini będzie na tyle łaskawa. Nie można zabijać. Każdy ma prawo, by żyć. Mimo iż Seheshanie zabili dziesiątki naszych ludzi, wciąż mam opory. Wciąż czuję silną odrazę do samego siebie. Mam krew niewinnych na rękach.

    Nazywają nas bohaterami. Zajęliśmy miasto. Jest nasze. Król nam gratuluje: "Obroniliście nas. Jesteście dumą swojej ojczyzny!" Nie tylko ja odbieram to w inny sposób. Mordercy, mordercy, mordercy.

    Fragmenty pamiętnika porucznika Tuilles'a.

    *Pustynne ludy z Wyspy Seheshet
    **Bogini Wyspy Voirrey

    Fakty historyczne:

    - Wojna została rozpętana w wyniku obrazy króla Seheshan (którego imię zostało wymazane z kronik Voirrey) przez ówczesnego władcę Wyspy Voirrey, Aleharna IV. Zapiski mówią, że Aleharn nie chciał połączyć dwóch tak różnych kultur i rodów poprzez małżeństwo jego jedynej córki z synem króla Seheshan.

    - Vir'Lave nie ugięło się do końca najeźdźcom. Przez cały okres okupacji części wyspy przez Seheshan, działały tam instytucje chcące wygnać antagonistów. Najbardziej znana instytucja to "Ręka Sprawiedlisoci", na której czele stał wielokrotnie odznaczony generał Callan Juan

    - Cadwyn broniło się przez ponad miesiąc. Zapiski w pamiętniku porucznika Tuilles'a są mocno przesadzone. Uznaje się, że doznał urazu psychicznego poprzez wydarzenia, w których brał udział, co zaburzyło jego postrzeganie rzeczywistości.

    - Aleharn IV rozkazał publiczną egzekucję rodziny królewskiej, nie oszczędził nawet dzieci.

    - Zamknięto szkoły, uniwersytety zostały zburzone natomiast cała inteligencja Wyspy Seheshet poniosła śmierć poprzez powieszenie.

    - Wojna nie trwała długo. Historycy szacują, iż zakończyła się ona w niecałe trzy miesiące.

    - W wyniku ataku na Vir'Lave został zabity brat króla Aleharna - Kheldar. Był to jeden z czynników, który zadecydował o decyzji władcy w stosunku do Seheshańskiej rodziny królewskiej.


    _________________
    Lepiej mieć niezasłużoną sławę skurczybyka niż zasłużoną idioty.

    E. Cherezińska, "Gra w kości"

    Eileen Rhian - karta postaci

      Obecny czas to Pią Paź 20, 2017 1:20 pm